piątek, 29 sierpnia 2014

Paweł Fajdek: "To zaszczyt startować dla takiej ilości Polaków"

"To Fajdek zrobił największe show" - tak o świeżo upieczonym wicemistrzu Europy wypowiedział się po Memoriale Kamili Skolimowskiej Tomasz Majewski. Sam Paweł Fajdek cieszy się z takiej opinii i jest zadowolony, że dzięki jego wynikom popularyzacja lekkoatletyki, w tym również rzutu młotem, rośnie.

anett: Gratuluję zwycięstwa. Tomasz Majewski pokusił się o stwierdzenie, że to było pana show, a nie Usaina Bolta. Jak pan oceni swój występ?
Paweł Fajdek:
Cieszę się, że byłem jedną z tych najjaśniejszych gwiazd. Wyniki jakie osiągnąłem były fantastyczne. Były to rekordy życiowe, nowy rekord Polski. Jeszcze to do mnie nie dociera. Chcę się tym cieszyć z rodziną, ponieważ to, czego nie zrobiłem w Zurychu, zrobiłem w Warszawie. Stanąłem na najwyższym stopniu podium. Wszedłem na własne wyżyny. Pomimo tego, że były to odległe rzuty, to dalej jestem niezadowolony. Błędy techniczne dalej były... Nie wiem na co mnie stać, nie chcę na razie o tym myśleć. Zajmę się treningiem w przyszłym roku, ponieważ w tym sezonie nie spodziewam się już większego szczytu formy.

Wrócił pan do mistrzostw Europy w Zurychu. Stanął pan na podium i nie jest pan zadowolony z tego startu?
Nie, nie. Ja się bardzo cieszę, ponieważ przez to, co przeszedłem przed mistrzostwami Europy, naprawdę mało kto by pomyślał, że będzie medal. Na dwa tygodnie przed zawodami, rzucając 75 metrów, nie jest człowiek szczęśliwy. Wszystko robię po to, żeby później w finale rzucić 82,05 metrów. Wtedy to był trzeci wynik w karierze. Dało mi to srebrny medal. Cóż mogę powiedzieć? Wtedy osiągnąłem dla siebie coś niemożliwego. Założeniem było 80 metrów w konkursie finałowym. Zrobiłem to o wiele lepiej, rzuciłem o wiele dalej. Fantastyczna walka. Dawno nie było takiego poziomu. To co zrobiłem podczas memoriału bardziej utwierdza mnie w tym, że gdybym nie rozwalił tych pleców, to byłbym Mistrzem Europy i być może tam uzyskałbym wynik lepszy od rekordu Polski.


Nadrobił pan to w memoriale.
Wiadomo... nie ma co płakać. Przynajmniej jest głośno dwa razy (śmiech).

Bardzo głośno, ponieważ panuje w kraju taka... fajdkomania? Nie uważa pan, że to jest pana pięć minut?
Mam nadzieję, że po raz kolejny zaszczepiliśmy kibiców tym wspaniałym widowiskiem, że spodoba im się to i nie będą tylko zwolennikami sportów drużynowych. Jak widać, jeżeli impreza jest dobrze poprowadzona, wiadomo co się dzieje, wiadomo kto jest w kole, na bieżni, kto skacze, kto pcha kulą, to daje cały klimat. Do tej pory w Polsce nie mogliśmy zobaczyć takich gwiazd, jak na przykład Usaina Bolta, który po raz pierwszy odwiedził nasz kraj. Powiedział, że w przyszłym roku przyjedzie, zobaczymy. Miejmy nadzieję, że kibice, których na ten memoriał nie byli w stanie dotrzeć, zrobią to w przyszłym roku i przyciągną jeszcze większą rzeszę kibiców.

Memoriał Skolimowskiej po raz pierwszy był zorganizowany na tak dużym obiekcie, przy takiej dużej publiczności. Wcześniej był mniej hucznie obchodzony. Z tego co usłyszałam od innych zawodników, to mają oni ogromny żal, że lekkoatletyka, przy innych dyscyplinach schodzi na bok. Jak pan myśli, czy taki mityng udowodni, że warto inwestować w lekkoatletykę?
Oczywiście, że warto. Lekkoatletyka ma to do siebie, że jest bardzo długim widowiskiem. Podczas memoriału mieliśmy dosłownie kilka konkurencji, ale trwało to dosyć długo. Być może to czasami kibiców odstrasza, że trzeba przyjść na cały dzień i oglądać zawody. Lepiej obejrzeć to w telewizji, gdzie kibic wybiera to, co chce zobaczyć. Jednak klimat, który można było poczuć na Narodowym był niesamowity. Jeżeli chodzi o organizację, to była to pierwsza tego typu impreza, która odbyła się na tak dużym obiekcie. Wcześniej ten memoriał był organizowany na stadionie "Orła", gdzie mieściło się jakieś pięć tysięcy kibiców, był bardzo duży ścisk. W tym roku oglądało nas ponad dwadzieścia tysięcy, więc naprawdę było to coś wspaniałego. Dla nas jest to mega wielki zaszczyt móc startować dla takiej ilości Polaków. Odkąd ja trenuję i  startuję, to czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.

Cały czas pnie się pan po szczeblach kariery w górę. Zbiera pan medal za medalem. Kto w tym wszystkim pana najbardziej wspiera i komu pan najwięcej zawdzięcza?
Ciężko wybrać jedną osobę, naprawdę... Musiałbym pomyśleć, zastanowić się. Nie chcę nikogo skrzywdzić. Serdecznie wszystkim dziękuję za wsparcie, za doping.

Podczas memoriału wspominaliśmy Kamilę Skolimowską. Jak pan ją zapamiętał?
Kamila była zawsze uśmiechnięta, radosna, pełna życia. Bardzo pozytywna postać. Taką ją zapamiętałem i taką ją będę pamiętać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz