środa, 6 listopada 2013

"małe vs. WIELKIE", czyli jak anett rozmawiała z legendą światowej siatkówki!

5 października 2013 - ta data na długo zapadnie w mojej pamięci. Wszystko za sprawą IVANA MILIJKOVICIA, z którym udało mi się porozmawiać podczas wtorkowego meczu. Zapraszam do przeczytania materiału, jaki dla Was przygotowałam :)

Fenerbahce rozgromiło warszawski AZS w pierwszym spotkaniu w ramach Challenge Cup. Ekipa z Turcji od początku kontrolowała grę. O wtorkowym meczu, europejskich pucharach i reprezentacji zechciał nam opowiedzieć serbski atakujący - Ivan Milijković.


We wtorek w warszawskiej hali Torwar odbył się pierwszy mecz "Inżynierów" w Pucharze Challenge. Warszawianie mieli przebłyski dobrej gry, ale Fenerbahce Stambuł z Ivanem Milijkoviciem na czele nie dopuścił do przegranej. Zdaniem atakującego z Turcji, w tym spotkaniu wiele zależało od ilości błędów własnych po obu stronach siatki. - Myślę, że zagraliśmy dobry mecz. Nie popełnialiśmy zbyt licznych błędów i to było najważniejsze. Za to otrzymaliśmy sporo punktów po błędach własnych Politechniki. Mieliśmy siłę w ataku i zagrywce. Cieszymy się, że wygraliśmy - podsumował Serb.

Wiele mówi się, że Challenge Cup jest dla tzw. "kurczaków", którzy próbują wbić się do czołówki najlepszych zespołów Europy. O ile w przypadku AZS-u można byłoby tak twierdzić, o tyle drużyna Daniella Castellaniego odstaje od pozostałych ekip walczących w tym turnieju. Jednak jak twierdzi jeden z najlepszych siatkarzy świata, ranga zawodów nie jest najważniejsza. - My mamy grać. Nie jest ważne czy dane zawody mają prestiż, czy nie. Chodzi o to, żeby wygrywać. Podobnie mówi się o Pucharze BVA. Wiele osób uważa, że gra w tych zawodach się nie opłaca, ale mimo wszystko braliśmy w nim udział. Dla nas ranga turnieju nie jest najważniejsza. Myślę, że głównie powinna liczyć się gra, polepszanie swoich umiejętności, osiąganie lepszych wyników. Nie jest ważne zdobywanie trofeów. Po prostu trzeba wygrywać następne mecze. Czy my ten mecz wygramy w lidze, czy w europejskich pucharach jest nam obojętne - powiedział Milijković.

Łącznie w Lidze Mistrzów, CEV Cup i Challenge Cup bierze udział siedem tureckich zespołów. Czy któryś z nich ma szanse coś osiągnąć? - W zeszłym roku Halkbank wygrał CEV Cup i myślę, że w tym roku będzie miał duże znaczenie w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Oczywiście w Turcji są najlepsi i jeżeli dobrze poukładają swoją grę na pewno awansują do Final Four. Jest taka możliwość, że zagrają w finale i być może wygrają - ocenił siatkarz.

Milijković w swojej długiej i pełnej sukcesów karierze grał w Serbii, Włoszech, Grecji, a obecnie reprezentuje barwy tureckiego Fenerbahce. Zapytaliśmy go, która liga zrobiła na nim największe wrażenie. - Każda liga jest inna, każda rządzi się swoimi prawami. Jestem naprawdę zadowolony, że mogłem grać i w Lidze Mistrzów i w różnych zagranicznych klubach. Udało mi się także sięgnąć po zwycięstwo w Lidze Mistrzów [2002 rok z Lube Banca Macerata przyp. red] i to jest dla mnie bardzo ważne - podkreślał atakujący.

W 2011 roku po raz ostatni mogliśmy cieszyć się widokiem Serba w jego reprezentacji. Zdobywał z nią złoto igrzysk olimpijskich, mistrzostw Europy, medale Ligi Mistrzów, czy Pucharu Świata. Czy siatkarz tęskni za grą w kadrze? - Nie. Jestem szczęśliwy. To co było wcześniej jest już przeszłością - zakończył Milijković.

7 komentarzy:

  1. W tym momencie mnie dobiłaś, ja nawet autografu nie dostałam, a gdzie tam wywiad... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoooko, on jeszcze z dwa lata pogra, więc jeszcze na pewno się doczekasz :)
      PS: Nie chciałam Cię dobić ;*

      Usuń
    2. Fajnie by było. Za Serbią akurat specjalnie nie przepadam, ale jednak Ivan to wielka postać. Chociaż wydaje się troszkę przerażający... Jak dziewczynka od podawania piłek źle mu rzuciła, to zmierzył ją takim wzrokiem, że aż dziwne,że nie uciekła z płaczem! Wiele słyszałam o nim opinii, że to wielka gwiazda - w negatywnym sensie. Prawda to? Widziałam, że z hali wyszedł ostatni, ale ogólnie jak wrażenia?

      PS. Ech, wielkie miałam nadzieje z tym meczem, jechałam specjalnie z południa Polski... a wyszło do niczego.

      Usuń
    3. Kurde... nie wiedziałam, że byłaś. Mogłaś dać znać, to byśmy po meczu się spotkały :)

      Ivan nie jest taki zły na jakiego wygląda :P Wiesz... jak jest mecz to człowiek inaczej się zachowuje, bo jest skupiony i nie chce, żeby cokolwiek wybiło go z rytmu (poza tym te dziewczynki w Warszawie też są mega nieogarnięte hehe). Wcale nie jest wielką gwiazdą, wręcz przeciwnie. Wyszedł jako ostatni z hali, poszedł do kibiców, poświęcił chwilkę dziennikarzom. Na mnie zrobił mega pozytywne wrażenie :) Choć pewnie ideałem nie jest, bo każdy może mieć gorszy dzień i wtedy fala krytyki rośnie niczym tsunami :P

      Usuń
    4. Sama do końca nie wiedziałam, czy pojadę, niby bilet miałam zarezerwowany, ale nic poza tym ;)

      Właśnie tak źle wcale nie wygląda, widziałam na wielu zdjęciach, że się uśmiecha... Ale sporo głosów się pojawia, że się gburowaty zrobił, że za kasą do tej Turcji poszedł, ale nawet specjalnie nie chce mu się wysilać, bo to gwiazda... Mnie rozwaliło, jak wszyscy się rozciągają, a Ivan nie! On ma od tego ludzi :D Żartuję oczywiście, w tym wieku i na tej pozycji dobry masażysta to konieczność.

      Usuń
    5. Hehehehe to fakt ;) Ale za to po meczu również rozciągał się mega długo. Może dlatego wyszedł ostatni z hali ;))

      Następnym razem jak będziesz w Wawie na meczu, to pisz śmiało ;)

      Usuń
    6. Taa, ochroniarze wyrzucali na bezczela ludzi, a Ivan co? Ivan się rozciąga...

      Jasne :) Chociaż nie wiem, czy na swój następny mecz nie będę musiała czekać aż do sezonu reprezentacyjnego.

      Usuń